Dwadzieścia barów profesjonalnej ekstrakcji. Wbudowana grzałka. Dzień pracy na akumulatorze. Kafina mieści się obok termosu — i robi espresso, które zwykle zostawiasz za drzwiami własnej kuchni.
4:30 rano, parking pod Berlinem. Automat wypluwa coś, co pachnie jak gorąca woda po plastiku. Pijesz, bo musisz. Pierwsza filiżanka dnia — i już w niej drobny kompromis, który ciągnie Cię do wieczora.
Ludzie, którzy zabierają swoje standardy wszędzie, na to nie przystają. Jedzenie, sprzęt, ubrania — wszystko mają swoje. Tylko kawa zostaje pod presją tego, co akurat jest po drodze.
„W plecaku mam nóż, który dziedziczę po ojcu. Termos z dobrej stali. Ale rano piję coś, czego nie podałbym psu. Ten jeden punkt zawsze mnie wkurzał."— Tomasz B., kierowca międzynarodowy
Cztery rozwiązania, które trzymają standard kawiarni w obudowie termosu. Bez zasilania z gniazdka, bez kompromisu w filiżance.
Pompa wibracyjna tego samego typu, co w ekspresach barystycznych. Crema gęsta, aromat pełny — efekt, którego nie osiągniesz w żadnym „prasowanym" urządzeniu turystycznym.
Wlewasz zimną wodę — Kafina doprowadza ją do temperatury ekstrakcji w 90 sekund. Nie wozisz termosu z wrzątkiem.
Lithium-ion 7500 mAh — od świtu do świtu. Ładowanie USB-C z power banka, auta lub panelu słonecznego.
14 × 7 cm, mieści się w kieszeni plecaka obok butelki na wodę. Obudowa ze stali szczotkowanej i mosiężnych akcentów.
Wsyp. Wlej. Wciśnij. Espresso w filiżance, nim pomyślisz o drugiej czynności.
Siedem gramów świeżo zmielonej kawy do portafiltra. Ubij równo. Trzy sekundy.
Do zbiornika 60 ml zimnej wody. Grzałka dobija do 90°C w 90 sekund. Dioda bursztynowa — gotowe.
Przycisk ekstrakcji — 20 barów, 25 sekund. Filiżanka napełnia się crema. Siadasz i pijesz coś swojego.
Dla tych, którzy chcą wiedzieć co kupują. Karta techniczna bez marketingowego żargonu — tylko parametry, które mają znaczenie przy 4:30 na parkingu.
Pijesz to, co akurat jest po drodze. Poranek uzależniony od miejsca, w którym zasnąłeś.
Ten sam ekspres w kuchni, w kamperze, w TIRze, na szlaku. Twoja kawa, Twoja godzina, Twój standard.
„15 lat za kółkiem, 15 lat automatów. W końcu kupiłem Kafinę. Dwa tygodnie później chłopaki zaczęli pytać, co piję."
„Osiem miesięcy na trasie. Ładuję Kafinę z panelu słonecznego na dachu. Ma mnie to kosztować standard? Nie."
„Pracuję w 8 krajach rocznie. Każdy Airbnb ma inną kawę — zwykle złą. Kafina w walizce: 90 sekund, rutyna się nie zmienia."
Jeżdżę ciężarówką od dwudziestu lat. Liczyłem kiedyś — na samych automatach wydawałem 18 zł dziennie. Kafina zwróciła się w półtora miesiąca. Teraz crema w kabinie, a reszta chłopaków robi zdjęcia.
Byłem sceptyczny — kolejny gadżet z ChRL. Ale 20 bar to nie żart, crema jak z baru. Ładuję z power banka raz na dwa dni.
Sześć pytań, które dostajemy najczęściej. Jeśli Twoje nie jest tutaj — napisz na kontakt@kafina.pl.
Dziewięćdziesiąt sekund, 299 zł, jeden przycisk. Jeśli Twój poranek ma mieć jeden standard — niech to będzie Twój.
Zamów — 299 zł